On nam wskazał drogę

O wyprawach Jana Pawła II na narty, kajaki i szczyty gór opowiada ks. kard. Stanisław Nagy

 
W osobie naszego kochanego Ojca Świętego dostrzegamy prekursora formy duszpasterstwa młodzieżowego, którą upowszechniamy na naszych sercańskich rekolekcjach. Któż bowiem nie wie, że Ojciec św. jako duszpasterz akademicki uczestniczył w spływach kajakowych, chodził na górskie wyprawy, a zimą jeździł na nartach. Ale są i tacy, którzy mieli szczęście w tych historycznych chwilach życia Ojca Świętego uczestniczyć osobiście. Postanowiliśmy ich poszukać. A szukać nie trzeba było daleko. Jedną z tych osób jest sercanin – bliski współpracownik Ojca św. z czasów jego pasterzowania w diecezji krakowskiej, ks. kard. Stanisław Nagy.
 
Księże Kardynale, młodzi ludzie przyjeżdżający na sercańskie rekolekcje z różnych stron Polski łączą młodzieńcze pasje żeglowania, kajakowania, jeżdżenia na nartach z pogłębieniem swojej wiary. Ojciec Święty kiedyś jako duszpasterz akademicki również spędzał czas na kajakach, na górskich wędrówkach, a zimą na nartach. Dlaczego takie formy spotkań z młodzieżą wybierał?
 
- Pytanie dotyczy samej istoty rzeczy, tego, co w życiu ks. Karola Wojtyły stanowiło jedną z form jego duszpasterstwa. Ks. Wojtyła był w pełni świadom, że młodzież potrzebuje odpoczynku i rozrywki. Wiedział, że należy tę potrzebę we właściwy sposób ukierunkować, inaczej bowiem może doprowadzić ona młodego człowieka do deformacji. Możliwość tę daje kontakt z naturą. Ks. Wojtyła poprzez uprawianie turystyki doświadczył, że kontakt z przyrodą jest bardzo korzystny. Natura przejawiająca się w pięknie gór i jezior jest elementem, którego człowiek jeszcze nie zniszczył. Jest ona taka, jaką wyszła z rąk Stwórcy. Wejście w ten świat jest wspaniałą okazją do spotkania z samym Bogiem. Ponadto, obcując z wodą, z górami, wchodzi się w świat milczenia, a ten świat daje wyjątkową możliwość kontaktu z Bogiem. Było zwyczajem wypraw z ks. Wojtyłą, iż rozpoczynając wędrówkę, uświadamialiśmy sobie, iż wchodzimy do domu Boga. Ważnym elementem dla ks. Karola Wojtyły było również to, iż turystyka eliminuje negatywny fenomen aspołeczności. Uczy odpowiedzialności, życzliwości i zaufania.
 
Po raz kolejny w tym roku organizowaliśmy spływ kajakowy Czarną Hańczą, którą niegdyś wiele razy przemierzał Ojciec Święty. Wielu młodych wędrowało ukochanymi przez Ojca Świętego szlakami Tatr. Jak wyglądały te spływy kajakowe, górskie eskapady, w których uczestniczył kiedyś Ojciec Święty? Czy był ich organizatorem, czy też zaproszonym gościem? Czy podobnie jak na naszych rekolekcjach były spotkania dyskusyjne i Msze Święte odprawiane pod rozgwieżdżonym niebem na ołtarzu zrobionym z kajaków?
 
- W spływach kajakowych nie uczestniczyłem, znam je jedynie z relacji uczestników tych wypraw, którzy tworzyli tzw. rodzinkę. Organizatorem spływów był pan Ciesielski. Wujek – jak wtedy nazywano ks. Karola – był ich towarzyszem, a przede wszystkim duchowym przewodnikiem. Będąc w Castel Gandolfo na spotkaniu uczestników spływów sprzed lat, w których uczestniczył Ojciec Święty, słyszałem opowieści z wypraw znad „Czarnej wody”. Były wśród nich wspomnienia Mszy św. na kajakach odwróconych do góry dnem i o dyskusjach przy ognisku pod rozgwieżdżonym niebem. Uczestniczyłem natomiast z Ojcem Świętym w turystyce górskiej. Jeździliśmy na narty przez kilka dobrych lat. Była to turystyka swoista, w klimacie majestatu gór, ośnieżonych świerków – w prawdziwie Bożym świecie. Miała ona swój rytm. To nie było jedynie szukanie przyjemności. Obecne w niej były dwa elementy. W świecie tym było dużo modlitwy. Ks. Karol często odrywał się od grupy. Przypominam sobie zdarzenie na Kalatówkach, gdy się zagubiliśmy. Okazało się, że był w tym czasie na stoku; zamyślony, rozmodlony, przypominał nam, że nie ma to być tylko ślizganie się, ale obcowanie z Bogiem. Drugim elementem jest pewien rytuał, który towarzyszył tym wyprawom. Rozpoczynało się wszystko znakiem krzyża. Po tym padała komenda: „no to teraz mów”. Po dyskusji następowała dłuższa chwila ciszy, przemyślenia. Po wyjściu na szczyt dyskutowaliśmy, jak należy zjechać w dół. Gdy po zjeździe okazywało się, że przyjechaliśmy szybciej niż planowaliśmy, ks. Wojtyła przypominał, iż należy wykonać „dniówkę”. Szliśmy więc pod Nosal lub w inne miejsce, by jeszcze pojeździć.
 
Dlaczego Ojca Świętego nazywano „wujkiem”?
 
- Na jedną z wycieczek umówili się rano koło dworca w Krakowie. Po przyjściu na miejsce spotkania okazuje się, że są tam same dziewczęta, a między nimi ten dawny aktor – ówczesny duszpasterz studencki z parafii św. Floriana, ks. Karol Wojtyła. Wtedy takie duszpasterstwo było nielegalne i karane przez władze. Ktoś więc wpadł na pomysł, że będą zwracać się do księdza „wujek”.
 
Czy spływy kajakowe były kontynuowane, gdy „wujek” został Ojcem Świętym?
 
- Dziś pływa już trzecie pokolenie uczestników historycznych spływów, w których uczestniczył ks. Karol Wojtyła. Uczestnicy wypraw robili dzienniki i przywozili je Ojcu Świętemu do Rzymu.
 
W niedalekiej przyszłości młodzież przyjedzie na rekolekcje na nartach. Co Ksiądz Kardynał może nam powiedzieć o przygodzie Ojca Świętego z nartami? Interesują nas szczególnie te sytuacje, w których Ksiądz Kardynał uczestniczył osobiście. Uczestnicy naszych rekolekcji chcieliby zapewne wiedzieć, czy Ojciec Święty dobrze jeździł na nartach, czy często zdarzały mu się upadki.
 
- Pytanie trochę kłopotliwe. Asem nie był, ale posiadał spore umiejętności i miał przede wszystkim bardzo silne nogi. Naszym instruktorem był pan Ciesielski. To on nas obu uczył jeździć. Często przemierzaliśmy „Szlak praojców” zwany teraz „Szlakiem Jana Pawła II”. Trasa wiodła przez Boczoń na Halę Gąsienicową, a stamtąd zjazd w dół. Ulubionym miejscem naszych wypraw były Tatry Zachodnie: „Stara Robota”, Rakoń, Grześ. Narciarskim wyczynem Ojca Świętego był zjazd na nartach z Zawratu. To daje obraz jego możliwości. A wywrotki zdarzały się też – jak każdemu. Wyciągów wtedy było niewiele i rzadko z nich korzystał. Szło się na górę pieszo, mając do butów przypięte foki, dzięki którym nogi nie tonęły w śniegu.
 
Którą, zdaniem Księdza Kardynała, formę spędzania wolnego czasu Ojciec Święty szczególnie lubił: narty, wędrówki górskie, rowery czy może kajaki?
 
- Trudno rozsądzić. Uważam, że najbardziej lubił narty i kajaki. Ale uczestniczył też w rajdach rowerowych i wielu pieszych wyprawach. Było zwyczajem, że w noc noworoczną chodzili z pochodniami na Rusinową Polanę, by tam w szałasie odprawić Mszę Świętą. Podziękować za rok, który się kończy, i prosić o łaski na rok dopiero się rozpoczynający.
 
Jako księża i animatorzy ciągle szukamy najlepszych form pracy z młodzieżą i jesteśmy pod wrażeniem tego wszystkiego, co Ojciec Święty czynił z młodymi i dla młodych. W czym tkwił sekret świetnego kontaktu Ojca Świętego z młodzieżą?
 
- Pytanie to jest mi szczególnie drogie. Stawiałem je sobie podczas X Zlotu Młodzieży na Tor Vergata. Postawili to pytanie również dziennikarze stacji Rai Uno dwom wybitnym ludziom: jednemu z kardynałów i niewierzącemu profesorowi z Bolonii. Odpowiedzi tych intelektualistów nie trafiły jednak w sedno sprawy. Na ich tle stała młoda murzynka, która w języku francuskim krótko i lapidarnie odpowiedziała: „On rozumie nas jak nikt inny. Rozumie nasze problemy i potrafi do nas mówić w sposób zrozumiały na tematy, które są dla nas najważniejsze. My z kolei rozumiemy Jego. Widzimy w Nim człowieka autentycznego, przejrzystego. Świat nas często oszukuje, Jego słowa są natomiast przesycone prawdą”.
 
Osobiście myślę, że sekret świetnego kontaktu Ojca Świętego z młodzieżą tkwił w tym, iż On znał młodzież, często z nią przebywał i rozumiał, że młodość ma swój własny etap życiowy, który przychodzi, jest i przechodzi. Ma swoje prawa, z którymi trzeba się liczyć i do których trzeba się dopasować, jeśli chce się tej młodzieży pomóc w tym, co najważniejsze – we wzrastaniu i formowaniu się do dorosłego życia.
 
Dziękujemy Księdzu Kardynałowi, że zechciał przybliżyć nam Ojca Świętego od innej strony niż ta oglądana na pielgrzymkach, pośród tłumów ludzi słuchających Jego słów. Dla młodych Ojciec Święty jeżdżący na nartach czy przemierzający kajakiem Czarną Hańczę stał się jeszcze bliższy i chyba bardziej przekonywający z tym wszystkim, co mówił o Bogu oraz trudzie i radości dorastania do wielkich zadań, jakie podejmą w swoim życiu. Wierzymy, że z domu Ojca w niebie błogosławi naszym wysiłkom pracy z młodzieżą, która – jak mówił – jest jego i Kościoła nadzieją.
 
 
Rozmawiał ks. Bogdan Kuta
 
 
Po zakończonym wywiadzie Ksiądz Kardynał podarował mi książkę, która jest pamiętnikiem i żywym świadectwem wielu osób, które miały zaszczyt uczestniczyć w tych historycznych wyprawach z ks. Karolem Wojtyłą. Czytałem ją z zapartym tchem. A im dalej wnikałem w historię, która rozpoczęła się ponad pięćdziesiąt lat temu, a skończyła na krótko przed rozpoczęciem posługi na Stolicy Piotrowej, tym bardziej narastał w moim sercu dziwny żal. Na początku może nawet nie do końca go sobie uświadamiałem. Rzecz w tym, że wydawało mi się, że na drodze, którą idziemy już szesnasty rok, organizując nasze rekolekcje, jesteśmy niczym siepacze torujący drogę przez dżunglę. Nic z tego! Spis szlaków, które przemierzył Ojciec Święty, rzek, które przepłynął, jest – uwierzcie mi, naprawdę bardzo długi. Zaraz jednak przyszła mi kolejna myśl. Skoro znalazł na to tak wiele czasu, nie szczędził na to sił i zapału duszpasterskiego, to droga, którą nam ukazał, musi prowadzić do wspaniałego celu. Idźmy nią zatem dalej. Ojciec Święty z pewnością tego gorąco pragnie.
Polecamy: medjugorje.com.pl
wiara.pl
bosko.pl
opoka.org.pl

Kontakt
Tutaj możesz nam wysłać wiadomość!
ks. Bogdan Kuta
Koszyce Małe, ul. Główna 45
33-111 Koszyce Wielkie
email: zgloszenia(dot)rek(at)scj(dot)pl
kom: 0 604 272 202
ks. Kazimierz Dadej
ul. Gimnazjalna 6
34-500 Zakopane
email: kazekdadej(at)op(dot)pl
kom: 0 503 871 936